Blog > Komentarze do wpisu
Radość paranoi

Myślenie paranoiczne jest świetne. Philip K. Dick uważał zresztą je za bardzo naturalne, może nawet przydatne ewolucyjnie do pewnego stopnia, małpa paranoiczna widząca w krzaku oczy miała większa szansę przeżyć niż ta beztroska (nie pamiętam dokładnego cytatu, więc musicie zaufać mojej pamięci). 

Paranoja to też podstawowa umiejętność współczesnego naukowca od ścisłowca poprzez społeczniaka i humanistę. Jak paranoicznym trzeba być żeby odnaleźć połączenia pomiędzy niekształtną masą na szalce Petriego a guzem mózgu, spadającymi jabłkami a oddziaływaniem w kosmosie, o interpretacjach w naukach społecznych i humanistycznych i ich paranojach nie wspominając. Sam pisząc doktorat o teoriach systemów społecznych ćwiczyłem nieustannie swą zdolność do "łączenia wszystkiego ze wszystkim" i to było dobre jak powiedział ktoś dawno temu, choć niekoniecznie był on z branży naukowej.

Ale ostrożnie, paranoja uwolniona  od jakikolwiek ograniczeń może Nas zaprowadzić bardzo daleko, w rejonu w których niekoniecznie chcielibyśmy się znaleźć. Możemy zawędrować daleko i nagle obudzić się  w brzozowym lasku,  pląsać wesoło pośród jaszczurów, gdzieś po drodze racząc się naftą z manierki.

 Paranoja kwitnie i ma się dobrze kiedy nie napotyka oporu, rozrasta się pięknie w zeszytach A4 żółknących na strychach i w szufladach, na stronach internetowych o designie rodem z lat 90-tych, czy w tym  pięknym pliku PDF.

Co wyróżnia naukowca z laboratorium, inżyniera od reszty paranoików? To zdolność do mobilizowania świata, zapakowania go nie tylko w słowa (te zniosą wiele, papier jest nie tylko cierpliwy ale i "rozciągliwy") ale zapakowanie go w nowy most, nowe lekarstwo, zmuszenie żeby świat "grał" na Naszych warunkach. Do tego trzeba kasy, współpracowników (nie ma pojedynczych ekspertów - pamiętajcie o Tesli), peer-review i  sprzętu, instrumentarium, którym zmusimy świat do współpracy. Praktykujących w laboratoriach  ściślaków tym momencie pozdrawiam i zazdroszczę tej radości "torturowania" świata, żeby wydusić coś z niego.

Brak laboratoriów i  oporu świata, kolegów i koleżanek i ich oporu, audytorium i jego oporu, tekstów  i oporu czytelników powoduje, że tak ładnie można obsunąć się w radość paranoi (spójrzcie co się dzieje z inżynierami poza ich polem). 

A na zabawę z radością  paranoi zapraszam tutaj:

 

 (edit) jeśli tubka nie działa dobrze możecie obejrzeć tutaj (przy okazji są tam też polskie napisy).

 

 

 

niedziela, 19 lutego 2012, fronesis

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/02/20 10:26:19
Hmm, spytalem sie o to znajoma fizyczke i powiedziala mi, ze jezeli naukowiec na poczatku kariery nie mial tej "badawczej paranoii", to ja nabedzie w trakcie pracy.

Innym miejscem, gdzie paranoja jest niezbedna - ale i grozna - jest rynek. Trader musi byc paranoikiem, zeby dostrzec zmiany trendow rynkowych szybciej niz inni. Mozna zrobic analogie pomiedzy ciagiem "pomysl badawczy - pisanie publikacji - przyrost publication score/gorycz z odrzucenia" a "pomysl na trade - wykonanie - zysk/strata ;-)
-
2012/02/20 12:40:46
@ramone.alcin
dokładnie tak, problem w tym jak "zagospodarujemy" tą twórczą paranoję. Jak ją obudujemy laboratoriami, narzędziami badawczymi, audytoriami. Dlatego osobiście nie znoszę konstruktywistów radykalnych, dla których świat jest tylko efektem, tłem działań podmiotu. Stąd w notce cały czas byłem postkonstruktywistycznym realistą, to, ze nauka jest i powinna być działalnością zespołową (ludzie, laboratoria, chomiki, szczurki, związki chemiczne, równania matematyczne) jest jakąś szansą na kontrolę tej poniekąd pożytecznej paranoi.
"rynek"
Przy mówieniu o rynku ryzyko jest większe, złożoność opisywanych systemów jest ogromna, laboratoryjnie nie da się za bardzo wykroić kawałka rzeczywistości i powtarzalnie go badać, dlatego ryzyko, że ktoś pomyli "rzeczy logiki z logiką rzeczy" jest tym większe.
-
2012/02/20 13:36:45
@fronesis

"aboratoryjnie nie da się za bardzo wykroić kawałka rzeczywistości i powtarzalnie go badać,"

W ograniczonym zakresie sie da, ale to kosztuje i naukowcow na to nie stac. Natomiast praktycy robia takie rzeczy (np. testuja strategie HFT wynikajaca z pewnych zalozen n/t dynamiki rynkowej, po prostu wykonujac ja na biezaco i patrzac czy przynosi zyski).

Inna sprawa, ze wnioski wyciagniete z takich eksperymentow maja krotki czas przydatnosci do spozycia, bo rynek ma sprzezenie zwrotne i reaguje na takie rzeczy dosc szybko.
-
2012/02/20 13:51:30
Trafiłeś w sedno. Też ostatnio mam taką fazę na łączenie wszystkiego ze wszystkim, zaczyna mnie coraz bardziej irytować zamykanie się w pojedynczych dziedzinach.

Jedną z rzeczy których nienawidzę w kulcie solisty (od kultu Einsteina po House'a) to właśnie ignorowanie współpracy i umiejętności komunikacji. Potem przychodzi taki genialny specjalista i za diabła nie umie współpracować w zespole. A nauki inżynieryjne coraz częściej taką współpracę wymuszają i wygrywa ten kto umie szybciej się dogadać a nie ten kto umie szybciej odkryć koło na własną rękę.